
Anne Bishop jest jedną z tych autorek, które mają spory, a zarazem różnorodny dorobek literacki. Nie każdemu przypadają do gustu wykreowane przez nią światy, a jednak wyrobiła sobie dobrą renomę wśród autorów fantastyki. Sama jestem wielką fanką jej serii
Inni i po każdy tom sięgam z oraz większą niecierpliwością. Nie mogłam wiec nie sięgnąć po nową powieść autorki, która rozgrywa się w zupełnie nowym świecie, a oparta jest na motywie Fae. A potem, kiedy już rozpoczęłam swoją przygodę z tą magiczna krainą,
Filary świata po prostu mnie oczarowały.
Po drugiej stronie zasłony mamy krainę Fae, gdzie te ludziom podobne istoty żyją w przepychu i rozpuście ignorując to co dzieje się u śmiertelników, a z drugiej - ludzi, który powoli jest wyniszczany i pozbawiany ochrony przez mężczyzn chcących wydrenować go z magii. Te dwa światy wydają się różne, choć tak naprawdę są do siebie bardzo podobne.
Historię poznajemy z perspektywy wielu bohaterów. Jedną z nich jest młoda Ari, najmłodsza z wielopokoleniowej rodziny czarownic. Dziewczyna podobnie jak kobiety jej podobne, życie spędza dbając o miejsce w którym mieszka i otaczającą ją magię. Kiedy ją poznajemy jest lekko naiwną, młodą panną, która żyje w samotności i znosi niechęć otaczających ją ludzi. Poza samym wątkiem fantastycznym, walce o świat i przyszłość, o magie zamieszkującą świat, ważnym elementem jest droga bohaterki. Wraz z nią poznajemy ten piękny, a zarazem brutalny świat i chociaż wiele dowiadujemy się z perspektywy Morag, Zbieraczki Dusz, czy trochę do zrozumienia daje nam Pani Księżyca, tak naprawdę od początku najistotniejsza jest Ari.