Nieczęsto nazywamy się geekami. Fanfiki i fandomy są naszą domeną, a tylko z innymi równie oddanymi fanami możemy przedyskutowywać nurtujące nas kwestie związane z ulubionymi seriami, filmami, czy uniwersum. Dodajmy do tego jeszcze konwenty, które z przyjemnością odwiedzamy, podziwiając przecudne cosplaye, a może nawet tworząc własne. To coś magicznego wobec czego nie zdziwi chyba nikogo, że jak tylko usłyszałam o książce, której motywem przewodnim jest fandom, wprost musiałam po nią sięgnąć.
Geekerella jest w gruncie rzeczy dobrze znaną historią kopciuszka, jednak opowiedzianą w zupełnie inny, nowy i świeży sposób. Główny zarys opowieści zna każdy z nas i tutaj faktycznie wiemy czego się mniej więcej spodziewać, ale zapominamy o najważniejszym. W przypadku książki Ashley Poston najistotniejszy jest klimat. Powoli poznajemy świat będący oczkiem w głowie Elle. Dowiadujemy się, jakie było jej życie przed śmiercią taty. Odkrywamy jej małe rytuały i radości, kibicujemy spełnieniu jej marzeń.
Geekerella jest w gruncie rzeczy dobrze znaną historią kopciuszka, jednak opowiedzianą w zupełnie inny, nowy i świeży sposób. Główny zarys opowieści zna każdy z nas i tutaj faktycznie wiemy czego się mniej więcej spodziewać, ale zapominamy o najważniejszym. W przypadku książki Ashley Poston najistotniejszy jest klimat. Powoli poznajemy świat będący oczkiem w głowie Elle. Dowiadujemy się, jakie było jej życie przed śmiercią taty. Odkrywamy jej małe rytuały i radości, kibicujemy spełnieniu jej marzeń.

